INNY ŚWIAT
Kiedy rano wychodzę z sypialni, mam wrażenie jakbym wkraczała do innego świata. Pod drzwiami siedzi gromadka moich kotów syberyjskich, wpatrzonych we mnie z uwielbieniem. Siedzą pod drzwiami, bo już wcześniej usłyszały, że wstaję z łóżka, zakładam kapcie, szlafrok i człapię… Czekają na mnie nie tylko, żeby się przywitać ale też, żeby naskarżyć co się działo, kiedy spałam. Więc są miauki z których mogę wywnioskować, że Oleg wylał wodę z miseczki, że Brenda dała komuś w beret a Tosia nikogo nie chce wpuścić do tunelu… Wolałabym, żeby mi powiedziały które to nasikało do miednicy w łazience albo kto trzeci raz z rzędu zrobił kupę w kącie. Ale tego się od nich nie dowiem, sama muszę znaleźć winowajców.
Kiedy już wyczerpiemy limit porannych czułości, skarg i zażaleń, siadam z kubkiem kawy przy kuchennym stole skąd mam widok na cały salon. Ja widzę wszystko i mnie widzą wszyscy. Maluchy zaczynają swoją prezentację: biegi krótkodystansowe, skoki, podskoki i przeskoki, zapasy w stylu dowolnym. Starszaki natomiast kręcą się po stole i przy moich nogach: miziaj, miziaj, miziaj…
Po kawie przychodzi czas na toaletę, jeszcze nie moją. Kto pierwszy do czesania? Wystarczy, że wezmę do ręki szczotkę a już na stole leży Oleg. Zaraz potem przybiega Yuma i kładzie się obok Olega – ja pierwsza! Tosia i Emilka, obok na krzesłach grzecznie czekają na swoją kolejkę. Na tę chwilę maluchy przerywają swoje harce i z daleka obserwują co się dzieje.
Dzisiaj Hrabini jako pionierka odważyła się wskoczyć na stół by z bliska przyjrzeć się „tym dziwnym zabiegom”. Niby nie jest zainteresowana ale skoro już tu jest, to może i jej zrobić to samo? Ale Yuma zaraz ją uderzyła i ofuknęła: spadaj na koniec kolejki. Poruszyło to Tosię, warknęła na Yumę i pobiegła za Hrabinią – chodź, malutka, ja cię uczeszę. Na to obruszyła się Emilka – zostaw ją, to nie twoje dziecko. Do dyskusji włączyła się zaspana, jęcząca Dorotka – czy to nie jest przypadkiem moja córka? Hrabini już zapomniała o incydencie a trzy kocice dalej patrzyły spode łba wyburczając swoje animozje. Ale wystarczyło, że klasnęłam w dłonie: spokój! I dziewczyny rozeszły się każda w innym kierunku. A Yuma, prowodyrka całego zamieszania leżała zadowolona na stole. Miałam wrażenie, że pyta mnie: dobrze jej powiedziałam? O nie, moja droga! Za karę pójdziesz do innego pokoju. Zaraz wszyscy będą jedli wołowinkę a ty dostaniesz na końcu.
A kiedy całe kocie towarzystwo zasiadło przy miseczkach, ja mogłam spokojnie oddać się „ulubionym” zajęciom: sprzątaniu kuwet, myciu podłóg itp…
Następny krok w inny świat.
EMILY FAMILY
Z tą naszą Dorotką, siostrą Emilki, to istny cyrk… Dzisiaj poszła sobie do kuwety z dzieckiem. Z dziesięciodniowym dzieckiem! Na pewno nie po to, żeby uczyć go korzystania z kuwety, bo przecież kiciuś ledwo co widzi – trzy dni temu dopiero otworzył oczy. No więc: poszła z nim do łazienki, położyła na zimnych kaflach, załatwiła się, złapała malucha za kark i wróciła do kojca. Po co była ta wycieczka? Czy Dorotka nie chce ani na chwilę rozstać się z dziećmi?? Raczej nie o to chodzi, bo przecież zdarza jej się w ciągu dnia leżeć poza kojcem…
Wcześniej już kilka razy przyłapałam ją jak taszczy kiciusia a to pod kanapę, a to do dziupli w drapaku… I żeby było ciekawiej, nie zawsze niesie swoje dziecko. Trzy dni temu jej siostra Emilka urodziła piątkę: : cztery kocurki i jedną koteczkę. Obie mamy zamieszkały razem i wspólnie wychowują dziewiątkę pociech. Dziewięć kociąt syberyjskich! Oczywiście, wszystkie dzieci są wspólne, nie ma podziału na twoje – moje, chociaż kocięta Dorotki są starsze o tydzień i – póki co – dwa razy większe. Ale dla Dorotki nie ma to żadnego znaczenia i jak ją najdzie ochota na spacer z dzieckiem, łapie pierwszego lepszego a to za nogę, a to za ogonek albo za kark i wędruje z nim po mieszkaniu.
Chyba dobrze, że zamieszkały razem bo mimo, że są w tym samym wieku i pochodzą z tej samej hodowli, mają zupełnie różne charaktery. Emilka wyjątkowo mądra, spokojna, cierpliwa, chętnie się przytula
natomiast Dorotka jest nerwowa, płochliwa i bardzo nieufna. Gdyby sama siedziała z dziećmi, mogłaby przekazać im swoje lęki…
Te różnice charakterów widać też w sposobie zajmowania się kociętami. Emilka myje dzieci po cichutku, metodycznie – od podogonia do uszu, raz przy razie. I nawet jak coś na chwilę odwróci jej uwagę, to wraca do tego samego kiciusia i kontynuuje toaletę. Dorotka jest chaotyczna – raz liźnie tego, raz tamtego, raz po głowie, raz pod ogonem a stęka przy tym i sapie jakby mówiła:: jak ty leżysz? … no posuń się … ileż ja mam z wami roboty… Kiedy ktoś zagląda do kojca, Emilka z dumą podnosi głowę jakby chciała się pochwalić swoją gromadką natomiast Dorotka staje się niespokojna i własnym ciałem zasłania maluchy czasem nawet siadając na nich jak kwoka. Nerwowo też reaguje na wszelkie popiskiwania kociaków. Kładzie się, wstaje, znów się kładzie, siada – jakby nie wiedziała czego od niej chcą. Ćwierka przy tym:: nie wiem o co chodzi, coś się stało? ? Co ja mam teraz robić?? Na szczęście kocięta zdrowo rosną i za dwa – trzy tygodnie już zaczną same jeść i załatwiać się w kuwecie. Wtedy młode mamy wreszcie sobie odpoczną.
A problem z noszeniem kociąt rozwiązał się sam – wystarczyło zmienić pościel w kojcu. Oczywiście, wcześniej też było tam czyściutko. Wszystkie kocyki, prześcieradła i poszewki wymieniałam dwa dni temu. Ale dla Dorotki nie miało to znaczenia. Instynkt kazał jej zmienić gniazdo. Na szczęście nie była w tym konsekwentna i zaakceptowała nowe szmatki w starym miejscu.